Festiwal Słowian i Wikingów Wolin

Festiwal Słowian i Wikingów Wolin to moment w roku, kiedy to miejsce przestaje być zwykłym miasteczkiem nad wodą i na kilka dni zmienia się w żywą rekonstrukcję dawnego świata. Zamiast współczesnych ubrań są lniane tuniki, skóry i metal, zamiast codziennego spaceru jest ruch ludzi, którzy naprawdę wchodzą w swoje role.

Festiwal Słowian i Wikingów Wolin

Festiwal Słowian i Wikingów to nie jest wydarzenie do obejrzenia z dystansu. To coś, w co się wchodzi. Nawet jeśli jesteś tylko obserwatorem z aparatem, bardzo szybko przestajesz nim być. Dźwięk mieczy, głosy, zapach dymu z ognisk i obecność ludzi w kostiumach sprawiają, że wszystko dzieje się tuż obok Ciebie.

Dla fotografa to bardzo specyficzna przestrzeń. Nie ma tu jednego kierunku, jednej sceny, jednego planu. Co chwilę coś się zmienia. Ktoś poprawia hełm. Ktoś śmieje się pod namiotem. Dziecko biegnie między wojami. W tle ktoś ostrzy broń albo rozmawia przy ogniu. Te wszystkie małe momenty składają się na prawdziwy obraz tego miejsca.

Walki wojów są oczywiście najbardziej widowiskowe. Kiedy zaczyna się inscenizacja, wszystko zwalnia i jednocześnie przyspiesza. Ludzie zbierają się wokół, napięcie rośnie, dźwięk metalu wchodzi w przestrzeń. To nie jest chaos. To jest bardzo precyzyjnie zaplanowany ruch, który z bliska wygląda zupełnie inaczej niż z trybun.

Z aparatem można zobaczyć twarze tuż przed starciem. Skupienie, napięcie, oddech. Chwilę po walce widać zmęczenie, pot, czasem uśmiech. I to są dla mnie najciekawsze momenty. Nie sam cios, ale to, co dzieje się tuż przed i tuż po nim.

Kostiumy i rekwizyty robią ogromne wrażenie, ale nie jako dekoracja. One są narzędziem. Ludzie, którzy tu przyjeżdżają, wiedzą, co noszą i dlaczego. Materiały, kroje, sposób wiązania, detale. To wszystko ma sens. I kiedy patrzysz na to przez obiektyw, to widać. To nie są przebrania. To są elementy świata, w który oni wchodzą na kilka dni.

Wikingowie w Wolinie

Wolin w czasie festiwalu wygląda zupełnie inaczej niż na co dzień. Przestrzeń staje się bardziej otwarta. Obozowiska, namioty, ogniska. Ludzie siedzą na ziemi, rozmawiają, jedzą razem. Nie ma tej współczesnej potrzeby oddzielania się. Wszyscy są w jednym miejscu i w jednym rytmie.

Dla mnie jako fotografa to jest idealne środowisko. Nie muszę niczego reżyserować. Nie muszę nikogo ustawiać. Wystarczy być blisko i patrzeć. Sceny dzieją się same. Czasem bardzo spokojne, czasem intensywne. Czasem ktoś patrzy w dal, czasem ktoś śmieje się głośno. Wszystko jest prawdziwe w tym momencie.

Walki wojów na festiwalu

Festiwal Słowian i Wikingów to nie jest tylko historia. To jest współczesne spotkanie ludzi, którzy chcą przez chwilę żyć inaczej. Wolniej, prościej, bliżej siebie i bliżej ziemi. I to widać na zdjęciach.

Kiedy wracam do tych kadrów, nie widzę tylko wojowników i bitew. Widzę ludzi, którzy weszli w ten świat całym sobą. I właśnie to najbardziej mnie w tej imprezie interesuje. Nie rekonstrukcja. Tylko to, co dzieje się między ludźmi, kiedy naprawdę są w tym, co robią.

Wolin w tych dniach jest pełen ruchu, dźwięku i historii, ale pod spodem jest coś bardzo cichego i prostego. Spotkanie. Obecność. I to są obrazy, które najbardziej lubię zabierać ze sobą.Dla mnie takie wydarzenia są też ważne dlatego, że pokazują, jak bardzo ludzie potrzebują wspólnego przeżywania. Niezależnie od epoki, kostiumu czy miejsca, zawsze chodzi o to samo. Być razem, zobaczyć się, doświadczyć czegoś poza codziennością. Festiwal w Wolinie daje do tego idealną przestrzeń i właśnie dlatego tak dobrze się go fotografuje.

Ten sposób obserwowania ludzi bardzo przypomina to, jak pracuję w fotografii ulicznej i innych projektach dokumentalnych.

Więcej informacji o Festiwalu Słowian i Wikingów w Wolinie znajdziesz na stronie Centrum Słowian i Wikingów Jomsborg-Vineta

Wolin

30 marca, 2024

Robert Jachim

Project

error: